Dopiero wtedy gdy zostaje sama z sobą, bez żadnych świadków czuje, ze mój smutek wcale nie zmalał, jest taki sam, tylko stłumiony i jest jak bumerang. Ciągle wraca i to w najmniej spodziewanej chwili.
Myślę, ze już jest dobrze. Chwila uśmiechu i znów łzy wracają.
Minęło 26 dni.
26 cholernych, długich, bolesnych dni.
Normalnym ludziom by przeszło.
26 dni to kupa czasu.
Wiec dlaczego czuje się tak jakby one w ogóle nie minęły?
Czas zawsze leczy rany. Myślałam, ze 26 dni starczy żeby się choć troszkę zagoiły. A one nadal są otwarte.
Chciałabym być tylko tak bardzo nieszczęśliwa jak wtedy.
Lubiłam fakt, że jest ktoś kogo interesuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.