1.02.2012
Co za radość.
Oficjalnie się rozchorowałam. Mam gorączkę, katar w moim nosie wytwarza się z tak zawrotną prędkością, że nie nadążam wyciagać chusteczek z opakowania, a na dodatek moje oko zaatakowało coś paskudnego i wyglądam bardzo komicznie z jednym okiem otwartym do połowy. Na szczęście jutro już czwartek,który jak zwykle zaczynam lekcją języka niemieckiego, z którego za 3 miesiące pisze mature a jak by ktoś coś do mnie powiedzial w tym języku to chuja bym zrozumiala, no ale cóż. Póżniej piątek, jezusie nazaretański, znowu kurwa ten niemiecki od rana, kto w ogóle wymyślil żeby nauczać w szkole porządnych ludzi tego języka?. Póżniej matematyka, z kórej nie zdałam próbnej matury, więc zajebiście wręcz, ale jakoś to przetrwam, a na razie kładę się do łóżka z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i laptopem z jakąś głupią komedią romantyczną i mam wszytsko w dupie. I jeszcze na dworze jest zimno. Ale nie kurwa zimno, tylko tak zimno, że ja pierdole. Pozdawiam serdecznie z całego mojego zimnego jak sopel serca, Dobranoc!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
napisz coś.
OdpowiedzUsuńCiągle tu coś piszę :P
UsuńA poza tym to moja inspiracja mi uciekła. Tzn. dawno mnie nikt nie wkurzył :P